II
"Ja mam, ja mam przyjaciela!" - Konający Tukaj woła; Wraz uchodzi bladość z czoła, Iskrą zdrowia oko strzela, Tukaj wydarty mogile Wstaje, dziwią się doktory; Wstaje, chodzi o swej sile, Jakby nigdy nie był chory. A wtem na poduszce z boku Ujrzy z wolej skóry karty, Gdzie tajemnice wyroku Przeklęte spisały czarty. Tukaj z ciekawością chwyta, Siada, podparł się i czyta:
"Kiedy miesiąc na młodziku, Idź za górę do gaiku, Znajdziesz kamień, spod kamienia Białego urwij korzenia. Kiedy będziesz bliski śmierci, Każ ciało posiec na ćwierci, W wodzie zgotować korzonki, Pocięte namaścić członki, Znowu się duch z ciałem zrośnie, W młodocianej wstaniesz wiośnie, I możesz skutkiem tych leków Umierać, wstawać wiek wieków".
Dalej tam były przestrogi, Jak siekać głowę, jak nogi, W jakiej wodzie smażyć trunek, Po jakiej brać zioła szczypcie, Ale na końcu w post-skrypcie Taki dodano warunek:
"Jeśli użyty ktoś drugi Do namaszczalnej posługi, Zwiedzion przez nasze fortele, Innemu pokaże ziele Lub w oznaczonej godzinie Twego ciała nie namaści, Wtenczas skutek zioła zginie, Wtenczas piekło czeka waści. Jeśli na to się ośmielisz, Dla znaku, że zaszła zgoda. Nasz poseł Mefistofelisz Do wymiany traktat poda. Ostrzegliśmy o fortelach, Strzeż się; potem próżny kweres. Dan w Erebie, w szabas rano, Własną ręką podpisano; Tak ma stać się: Luciferes. A za zgodność: Hadramelach".
Tukaj trochę się zagniewał, Warunku się nie spodziewał; Brodę na ręku podpiera, Potarł czoło, skrzywił nosa, Na kontrakt spójrzał z ukosa, Tabaczki dwa razy zażył, To na ziemię spuszcza oczy, To po stołowaniu toczy. Wziął pargamin, w ręku zważył; Znowu nań zezem poziera, Znowu czytał i odczytał, Znowu zważył, znowu zmierzył, Kułakiem o stół uderzył, Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał, Ręce nad czoło zakłada, Skoczył raptem i w zapędzie Machnął ręką: "Niech tak będzie!" Znowu umilkł, znowu siada; Znowu myśli, znowu wstaje; Znowu chodzi, znowu siada. Niech go za to nikt nie łaje, Bo z diabłami rzecz nie lada.
Myśli: albo wieczne życie, Albo wiecznie diabłu dusza. Nic nie mówi, myśli skrycie, Tylko trochę wargą rusza.
Nadszedł już czas odpowiedzi, Tukaj oddala się z tłumu I do pracowni rozumu Zamknąwszy się, jeden siedzi. I tam swój traktat raz jeszcze, Nim stempel przyjęcia zyska, W surowej uwagi kleszcze Bierze i porządnie ściska. Tam myśl rozmaita ścieka W jedne podobieństwa tygle, Tam jednę myśl niedościgle Różnicy nożykiem sieka, Sieka, topi na kształt wosku, Aż wycisnął ekstrakt wniosku, Obejrzawszy wniosek ściśle, Tak rzekł, po długim namyśle: "Jakieżkolwiek to fortele, O których słyszałem z góry, Czy ich niewiele, czy wiele, Trojakiej będą natury: Chcąc kogo przywieść do zdrady, Trzeba siły albo rady; Albo podarunkiem skusić, Albo strwożyć, albo zmusić. Toż samo krótszymi słowy, Będzie sylogizm takowy: Trojaka do zguby droga, Ciekawość, łakomstwo, trwoga. Więc kto w tym trojakim względzie Twardej nie ulegnie probie, Takiemu już można będzie Ufać jak samemu sobie".
Tukaj kontent z wynalazku, Szuka atramentu, piasku, Idzie kreślić pismo grzechu; Ale idzie bez pośpiechu, Już ciemno, pisać niewcześnie, W atramencie jakieś pleśnie; Dwie świece musiał zapalić I dwa kałamarze nalać, Coś mu zabolało w łokciu; Wziął pióro, na piórze włosek I bardzo spisany nosek; Otrząsł, przyciął na paznokciu. Po długim względzie, rozględzie, Wreszcie pisze: NIECH TAK BĘDZIE. Chciał dołożyć i nazwisko, Lecz nim pierwsze T napisał, Myślał pół godziny blisko, Głową i piórem kołysał, I nic więcej nie napisał; Tylko do pierwszej litery Dodał małe kropki .... cztery.
Gdy już napisano widzi, Jeszcze patrzy, jeszcze bada; Niechaj z tego nikt nie szydzi, Bo z diabłami rzecz nie lada.
Lecz jakże się musiał zdumieć, Gdy głoska B w słowie BĘDZIE Zaczęła brzęczeć i szumieć, I wzdymać wszystkie krawędzie. Kręci się, beczy, podrasta Jak na drożdżach kawał ciasta, Dolna litery połowa Wykurcza się w brzuch i żebra, U zwierzchniej wypukła głowa Na kształt ogromnego cebra, Szyjka jak u osy wąska, Nosik orła, bródka kozła, A z jednej go strony końska, Z drugiej kurza łapka wiozła; Pogląda okiem wołowem, Skrzydła na kształt młyńskich wioseł, Był to diabeł jednym słowem, Był to Miefistofel poseł.
Jeszcze Tukaj nie mógł wiedzieć, Czy żegnać, czy prosić siedzieć, Kiedy przyskoczył zuchwalec, Porwał za maleńki palec, Zasadził nożyk pod skórką I umoczył we krwi piórko; Piórko wścibił, ścisnął w ręku, Ręką wodzi pomaleńku. Gdy już U, K, A, J minął, Zrobiło się całkiem TUKAJ. Diabeł świsnął, chychnął, zginął! Terazże z nim ładu szukaj.
|