Rękawiczka
Z Szyllera
Chcąc być widzem dzikich bojów, Już u zwierzyńca podwojów Król zasiada. Przy nim książęta i panowie Rada, A gdzie wzniosły krążył ganek, Rycerze obok kochanek.
Król skinął palcem, zaczęto igrzysko, Spadły wrzeciądze; ogromne lwisko Z wolna się toczy, podnosi czoło, Milczkiem obraca oczy Wokoło, I ziewy rozdarł straszliwie, I kudły zatrząsł na grzywie, I wyciągnął cielska brzemię, I obalił się na ziemię.
Król skinął znowu, Znowu przemknie się krata, Szybkimi skoki, chciwy połowu, Tygrys wylata, Spoziera z dala I kłami błyska, Język wywala, Ogonem ciska I lwa dokoła obiega; Topiąc wzrok jaszczurczy Wyje i burczy; Burcząc na stronie przylega.
Król skinął znowu; Znowu podwój otwarty, I z jednego zachowu Dwa wyskakują lamparty. Łakoma boju, para zajadła Już tygrysa opadła, Już się tygrys z nimi drapie, Już obydwu trzyma w łapie; Wtem lew podniósł łeb do góry, Zagrzmiał - i znowu cisze - A dzicz z krwawymi pazury Obiega... za mordem dysze. Dysząc na stronie przylega.
Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu, Z rączek nadobnej Marty, Pada między tygrysa i między lamparty, Na środek placu.
Marta z uśmiechem rzecze do Emroda: "Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy Czułymi przysiągł wyrazy, Niechaj mi teraz rękawiczkę poda"
Emrod przeskoczył zapory, Idzie pomiędzy potwory, Śmiało rękawiczkę bierze; Dziwią się panie, dziwią się rycerze. A on w zwycięskiej chwale Wstępuje na krużganki; Tam od radośnej witany kochanki, Rycerz jej w oczy rękawiczkę rzucił: "Pani, twych dzięków nie trzeba mi wcale". To rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił.
|