Start arrow Ballady i romanse arrow Świtezianka
Home    Contacts
Lektury szkolne
Menu witryny
Start
Forum dyskusyjne
Napisz do nas
Szukaj
Lektury
Ballady i romanse
Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego
Pan Tadeusz, czyli Ostatni zajazd na Litwie
Konrad Wallenrod
Oda do młodości
Pieśń filaretów
Dziady
Powieść litewska
Sonety krymskie
Sonety odeskie
Komedia w czterech aktach
Pan Jowialski
Pan Wołodyjowski
Bartek zwycięzca
Bez dogmatu
Latarnik
Ogniem i mieczem
Świtezianka Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Świtezianka

Jakiż to chłopiec piękny i młody?
        Jaka to obok dziewica?
Brzegami sinej Świteziu wody
        Idą przy świetle księżyca.


Ona mu z kosza daje maliny,
        A on jej kwiatki do wianka;
Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny,
        Pewnie to jego kochanka.


Każdą noc prawie, o jednej porze,
        Pod tym się widzą modrzewiem,
Młody jest strzelcem w tutejszym borze,
        Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem.


Skąd przyszła? - darmo śledzić kto pragnie;
        Gdzie uszła? - nikt jej nie zbada.
Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie,
        Jak ognik nocny przepada.


"Powiedz mi, piękna, luba dziewczyno -
        Na co nam te tajemnice -
Jaką przybiegłaś do mnie drożyną?
        Gdzie dóm twój, gdzie są rodzice?


"Minęło lato, zżółkniały liścia
        I dżdżysta nadchodzi pora,
Zawsze mam czekać twojego przyścia
        Na dzikich brzegach jeziora?


" Zawszeż po kniejach jak sarna płocha,
        Jak upiór błądzisz w noc ciemną?
Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha,
        Zostań się, o luba! ze mną.


"Chateczka moja stąd niedaleka
        Po środku gęstej leszczyny;
Jest tam dostatkiem owoców, mleka,
        Jest tam dostatkiem źwierzyny".


"Stój, stój - odpowie - hardy młokosie,
        Pomnę, co ojciec rzekł stary:
Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,
        A w sercu lisie zamiary.


"Więcej się waszej obłudy boję,
        Niż w zmienne ufam zapały,
Może bym prośby przyjęła twoje;
        Ale czy będziesz mnie stały?"


Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku,
        Piekielne wzywał potęgi,
Klął się przy świętym księżyca blasku,
        Lecz czy dochowa przysięgi?


"Dochowaj, strzelcze, to moja rada:
        Bo kto przysięgę naruszy,
Ach, biada jemu, za życia biada!
        I biada jego złej duszy!"


To mówiąc dziewka więcej nie czeka,
        Wieniec włożyła na skronie
I pożegnawszy strzelca z daleka,
        Na zwykłe uchodzi błonie.


Próżno się za nią strzelec pomyka,
        Rączym wybiegom nie sprostał,
Znikła jak lekki powiew wietrzyka,
        A on sam jeden pozostał.


Sam został, dziką powraca drogą,
        Ziemia uchyla się grząska,
Cisza wokoło, tylko pod nogą
        Zwiędła szeleszcze gałązka.


Idzie nad wodą, błędny krok niesie,
        Błędnymi strzela oczyma;
Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie,
        Woda się burzy i wzdyma.


Burzy się, wzdyma, pękają tonie,
        O niesłychane zjawiska!
Ponad srebrzyste Świtezi błonie
        Dziewicza piękność wytryska.


Jej twarz jak róży bladej zawoje,
        Skropione jutrzenki łezką;
Jako mgła lekka, tak lekkie stroje
        Obwiały postać niebieską.


"Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody -
        Zanuci czule dziewica -
Po co wokoło Świteziu wody
        Błądzisz przy świetle księżyca?


"Po co żałujesz dzikiej wietrznicy,
        Która cię zwabia w te knieje,
Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy
        I może jeszcze się śmieje?


Daj się namówić czułym wyrazem,
        Porzuć wzdychania i żale,
Do mnie tu, do mnie, tu będziem razem
        Po wodnym pląsać krysztale.


Czy zechcesz niby jaskółka chybka
        Oblicze tylko wód muskać;
Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka,
        Cały dzień ze mną się pluskać.


A na noc w łożu srebrnej topieli
        Pod namiotami zwierciadeł,
Na miękkiej wodnych lilijek bieli,
        Śród boskich usnąć widziadeł".


Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie,
        Strzelec w ziemię patrzy skromnie,
Dziewica w lekkim zbliża się pędzie
        I "Do mnie - woła - pójdź do mnie".


I na wiatr lotne rzuciwszy stopy,
        Jak tęcza śmiga w krąg wielki,
To znowu siekąc wodne zatopy,
        Srebrnymi pryska kropelki.


Podbiega strzelec i staje w biegu,
        I chciałby skoczyć, i nie chce;
Wtem modra fala prysnąwszy z brzegu
        z lekka mu w stopy załechce.


I tak go łechce, i tak go znęca,
        Tak się w nim serce rozpływa,
Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca
        Ściśnie kochanka wstydliwa.


Zapomniał strzelec o swej dziewczynie,
        Przysięgą pogardził świętą,
Na zgubę oślep bieży w głębinie,
        Nową zwabiony ponętą.


Bieży i patrzy, patrzy i bieży;
        Niesie go wodne przestworze,
Już z dala suchych odbiegł wybrzeży,
        Na średnim igra jeziorze.


I już dłoń śnieżną w swej ciśnie dłoni,
        W pięknych licach topi oczy,
Ustami usta różane goni,
        I skoczne okręgi toczy.


Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska,
        Co ją w łudzącym krył blasku,
Poznaje strzelec dziewczynę z bliska:
        Ach, to dziewczyna spod lasku!


A gdzie przysięga? gdzie moja rada?
        Wszak kto przysięgę naruszy,
Ach, biada jemu, za życia biada!
        I biada jego złej duszy!


Nie tobie igrać przez srebrne tonie
        Lub nurkiem pluskać w głąb jasną;
Surowa ziemia ciało pochłonie,
        Oczy twe żwirem zagasną.


A dusza przy tym świadomym drzewie
        Niech lat doczeka tysiąca,
Wiecznie piekielne cierpiąc żarzewie
        Nie ma czym zgasić gorąca.


Słyszy to strzelec, błędny krok niesie,
        Błędnymi rzuca oczyma;
A wicher szumi po gęstym lesie,
        Woda się burzy i wzdyma.


Burzy się, wzdyma i wre aż do dna,
        Kręconym nurtem pochwyca,
Roztwiera paszczę otchłań podwodna,
        Ginie z młodzieńcem dziewica.


Woda się dotąd burzy i pieni,
        Dotąd przy świetle księżyca
Snuje się para znikomych cieni:
        jest to z młodzieńcem dziewica.


Ona po srebrnym pląsa jeziorze,
        On pod tym jęczy modrzewiem.
Któż jest młodzieniec? - strzelcem był w borze.
        A kto dziewczyna? - ja nie wiem.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Reklama
Ćwiczenia na nogi
laptopy recenzje
Ogień
Bruhaha
odżywki

 
   

SErr:128 SErr:128 Konieczko Czesio Maślana Anusiak Włatcy Móch | Jerzy Faczynski | Eugieniusz Zak | Jan Rusten | Wankie